Wysłany: 2009-12-16, 14:07 Severus Snape i Hermiona Granger
Był lipiec. Jednak jak na londyn przystało musiało padać. Pewien mezczyzna ubrany cału na czarno szedł właśnie przez jedną podobną do wszystkich ulic drogę.
- Oczywiscie, panna Wiem- To- Wszystko- Granger jednak wszystkiego nie wie. Głupia małolata, która próbuje pokazać że jesr najlepsza- pomyslał wściekły Mistrz Eliksirów i stanął przed ładnym, białym domem. Z obrzydzeniem zadzwonił mugolskim dwonkiem. Stał chwile pod drzwiami, aż otworzyła je kpbieta bardzo podobna do Hermiony.
-Dzien dobry, jestem Severus Snape. Dyrektor prosił mnie, żebym zabrał pannę Granger do zamku- Snape mówił głosem ociekajacym jadem. Postanowił od razu przejsć do sedna sprawy, żeby nie musieć długo tam być.
- Jest na górze.... Usłyszeliśmy, że coś upada na ziemię... Kiedy wbieglismy, leżała na ziemi, wysłaliśmy sowe do Dumbledore'a - mówiła słabym głosem, jednak opiekun Slytherinu miał to gdzieś, co mogło go obchodzic zdrowie czy życie głupiej Wiem- To- Wszystko? Zawsze miał ja głęboko gdzieś. Chociaż właściwie nie lubił nigdy Gryfonów, prócz jednej dziewczyny, kobiety jego zycia, tej rudowłosej, zielonookiej piekności. Szedł za pania Granger i myslał o Lily. Tak bardzo ja kochał. Wszedł do małego, niebieskiego pokoju i jego wzrok padł na łózko w kacie pokoju. Stanął jak wryty. Hermiona nie wyglądała wcale okropnie, ale widział, że umiera, widział na jej twarzy straszliwy ból, cierpienie. Na twarzy zadziwiajaco podobnej do twarzy Lily Evans, a te włosy, jej włosy w swietle promieni zachodzącego słońca były prawie rude, kasztanowe, tak jak włosy jego ukochanej. Myśląc o podobieństwie dziewczyny do jego pierwszej miłosci podbiegł do łózka.
-Ona umiera- szepnął- muszę ja uśpić, żeby jej organizm tak sie nie meczył- wyciągnał z pod szaty eliksir usypiający i delikatnie wlał jej go do buzi.
- Muszę ja zabrac do Hogwartu, wyzdrowieje, obiecuję to pani - wziął dziewczyne delikatnie na ręce i teleportował sie do Hoogmesade. Szybko wszedł przez bramę Hogwartu i zaniósł ją do Lochów. Po chwili namysłu położył ją na swoim łóżku, nakrył ją i poszedł po potrzebne eliksiry. Nagle do jego mieszkania wszedł Albus Dumbledore.
- Dzien dobry Severusie, co z panną Granger - zapytał przyglądajac sie swojemu pracownikowi i przyjacielowi.
- Albusie, nie wiem czy mi się uda - mówił głosem pełnym strachu. On Severus Snape bał się o mugolską uczennicę.
- Severusie, co się stało?- dyrektor podszedł i patrzył na niego tymi niebieskimi oczami.
- Ona jest taka podobna do Lily, Albusie, jeśli ona umrze, ja sie zabije- powiedział zrozpaczony.
-Zalezy ci na niej- stwierdził fakt.
- Albusie, ja się zakochałem, dopiero teraz zauważyłem jaka ona jest do niej podobna, nie tylko z wygladu, także z charakteru, jej upór, odwaga, oddanie, jest taka sama jak Lily- zaniósl jej eliksiry i wlał jej do buzi tak samo delikatnie jak usypiajacy.
- Nie będę wam przeszkadzał - szepnał niebieskooki - jesli odwzajemi twoje uczucia przyjacielu, nie będę tego niszczył - starszy meżczyzna wyszedł zostawiając osłupiałego Severusa. Mężczyzna nazywany Nietoperzem usiadł i wpatrywał się w spiacą dziewczynę. Wiedział, że musi czekać, że nie może nic zrobić. Pogłaskał ja po twarzy.
- Musisz żyć, musisz, nie możesz umzeć teraz kiedy cię pokochałem - kilka łez pociekło mu po twarzy. Usiadł w fotelu, w ciemnym kacie pokoju i przyglądał su e pieknej Gryfonce. Wiedział, że to czy przezyje okaże się dopiero rano. Uspokojony myślą, że przynajmniej do rana nic jej nie zagraża, zasnął.Obudził się z samego rana i spojrzał na Hermionę. Spała. Ale Snape zauważył, że oddycha jej suę duzo lżej. Chwile później, dziewczyna otworzyła oczy.
- Gdzie ja jestem?- zapytała słabo.
- W moich komnatach Granger - nie wiedziała czemu mówił tekim zimnym głosem- zabrałem cię na rozkaz Dumbledore'a i jak widać lecze.
- Po co? - mówil bardzo słabym głosem. Mistrz Eliksirów podszedł do łózka dziewczyny i usiadł na brzegu.
- Chcesz umrzec? - spytał.
- Tak - szepneła.
- Dlaczego?
- Jestem nikim, cału swój czas spędzam przy ksiażkach, chłopaki omijaja mnie szerokim łukiem.
- To najgłupsza rzecz jaka słyszałem - przerwał jej meżczyzna.
- Profesorze...
- Mow mi Severus, tylko w klasie i na korytarzu zwracaj sie do mnie profesorze.
- Severusie, ty nie rozumiesz...
- Hermiono, doskonale rozumiem co masz na mysli, siedze w tych lochach juz od siedemnastu lat, wszyscu nazywaja mnie Nietoperzem, żadna kobieta nigdy na mnie nie spojrzała, to ja jestem nikim...
- Nie jesteś, gdyby nie ty umarłoby wiele ludzi, ciągle ryzykujesz zycie będąc podwójnym agentem! - broniła go przed nim samym.
- Ale takze zabiłem wiele ludzi, może powinienem wziąć z ciebie przykład i sie otruć??- mówił jakby sam do siebie.
- Nie!!- podniosła się i od razu tego pożałowała, zakręciło jej sie w głowie i opadła na poduszki. Snape jakby obudził sie z transu.
- Hermiona, Hermiona, nic ci nie jest??!! - po raz pierwszy od dawna w jego głosie słychac było, że się o kogoś boi.
- Jest ok - próbowała się podnieść na łokciach ale była zbyt słaba - chce usiaść.
- Dobrze, pomoge ci ale masz sie nie denerwowac, ok??
- Dobrze - uśmiechneła sie delikatnie do niego. Kiedy zobaczył ten uśmiech poczół motyle w brzuchu. Uniósł ją delikatnie tak żeby siedziała.
- Dziekuję - powiedziała ciągle sie uśmiechając - Severus? Czemu ty jestes taki miły?
- Tak jest chyba lepiej, prawda? A w ogole, przypominasz mi kogoś. Polubiłem cię - postanowił być z nią chociaż w połowie szczery.
- Wow, no ale chyba nie mam co liczyc, że na lekcjach tez taki bedziesz - uśmiechneła sie złośliwie.
- No wiesz, mogę cie przynajmniej wybierać do odpowiedzi - usmiechnął sie do niej.
- No to juz coś i ty sie przed chwilą do mnie uśmiechnąłeś? Lepiej nie będę o tym nikomu mówić bo uznaja mnie za wariatkę - roześmiała się. On tez sie smiał, naprawde sie smiał, tak jak tylko potrafił przy Lily. Dziewczyna spojrzała na niego zdziwiona.
- Możliwe, że po tym eliksirze mam jakies omamy?? - zapytała.
- Raczej nie, po tym eliksirze od razu się umiera, wiedziałaś co wybrać - od razu przestał sie smiać, teraz był smutny.
- Ale nic mi nie jest - nie wiedząc dlaczego przytuliła sie do niego. A on zamiast ja odepchnać przytulił ja do siebie i głaskał po głowie.
- Żyje dzięki tobie, dziękuję - powiedziała cicho.
- Nie musisz, nie zniósł bym gdyby cos ci sie stało - spojrzał jej w oczy, mimo ze nie były tak jak Lily, zielone, uważał, że sa piękne. Ona patrzyła mu w oczy, w te zwykle zimne oczy, a teraz pełne troski i co stwierdziła zdziwiona miłosci. Przysuneła sie do niego delikatnie, mężczyzna ujał jej twarz w dłonie i delikatnie ja pocałował. Póżniej przytulił ją do siebie i tak siedzieli i milczeli. Dziewczyna powoli zasypiała. W jego ramionach czuła sie bezpieczna. Tak jak nigdy, kiedy zasneła, ułozył ja delikatnie na łóżku i głaskał po policzku. Drugą ręką dotknął swoich ust, czuł się jakby miał siedemniaście lat, to był jego pierwszy pocałunek. Calował dziewczynę, która kochał. Czuł sie jak w niebie. Chciał, żeby była tu z nim do końca, przez całe życie. Połozył sie obok niej i zasnął. Hermiona obudziła się pierwsza, spojrzała z obrzydzeniem na swojego nauczyciela, chciała mu odpłacic za te lata, kiedy znecał sie nad nią i jej przyjaciółmi. Miała juz plan, doskonały plan. Usmiechneła się złosliwie i sie położyła widząc, że meżczyzna za chwile sie obudzi. Miała racje, kilka minut później Snape otworzył oczy, widząc, że ona juz nie spi pocałował ja na przywitanie i poszedł sie wykąpać. Wyszedł z łazienki w czarnej koszuli i spodniach.
- Jak sie czujesz? - zapytał.
- Całkiem dobrze, tyle, że wolałabym być czysta....
- Nie ma mowy, jesteś za słaba, żeby być gdziekolwiek sama.
- To może pójdziesz ze mną? - uśmiechneła się do niego zalotnie.
- Nie, może lepiej nie, musze isć do dyrektora, nie ruszaj sie z łóżka - powiedział i wyszedł. Gdy zniknął za drzwiami, dziewczyna wstała i poszła do łazienki. Czuła sie całkiem dobrze, nie wiedziała o co mu chodzi. Wykapała sie i bez żadnych problemów wyszła z łazienki i połozyła sie na łóżku. Musiała dopracowac szczegóły swojego planu. Wiedziała, że nie może do póścic, żeby między nimi doszło do czegoś poważniejszego niż zwykłe pocałunki, to byłoby zbyt niebezpieczne. Pomyślała, że najlepiej będzie, jesli uda kompletnie w nim zakochaną, pokaże mu, jak byłoby mu cudownie z nią, sprawi, że będzie cierpiał podczas każdej sekundy z dala od niej, później, po rozpoczęciu roku szkolnego zacznie zachowywać sie jak gdyby nigdy nic sie nie stało.
- No to mamy pracowite dwa miesiące - powiedziała do siebie i uśmiechneła się złośliwie. - Zemsta jest słodka - nie wiedziała co nią kieruje. Wiedziała natomiast jedno, Snape bedzie cierpiał, tak jak nikt jeszcze nigdy.
To postanowienie brzmiało jej w głowie kiedy przyszedł. Była wściekła, nie miała możliwości porozumienia sie z Ginny, Harrym, czy Ronem, Snape jakby czytajac jej w myslach powiedział:
- Twoi przyjaciele pragna cie odwiedzi- mówił to okropnym głosem, pełnym nienawiści.
- Super!! A kto dokładnie - nie zwracała uwagi na jego humorki, była taka szczęśliwa, a w ogóle lekko zranic mogła go już teraz.... chociaż nie chciała, żeby sie uodpornił.
- Ciekawe czy cieszyłabyś sie gdybym to ja miał cię odwiedzić.
- Severus, jesteś tu cały czas i bardzo się z tego ciesze, ale chce zobaczyć przyjaciół, kto dokładnie?- wiedziała że nie moze przesadzac z ranieniem go.
- Dwójka Weasleów i Potter.
- Czyli Ginny, Ron i Harry?
- Czy powiedziałem niewyraźnie? Czy jesteś taka tepa, że nie rozumiesz?? - wkurzył się, ale nagle zdał sobie sprawę, że mógł ja zranić i nie mylił się, patrzyła na niego wzrokiem pełnym bólu.
- To co ja tu jeszcze robie - szepneła, postanowił grać zranioną.
- Przepraszam, nie chciałem cie zranić - próbował ja przeprosić.
- Pan, profesorze, nie umie inaczej, prosze powiedzieć, kiedy zacznie pan mysleć co mówi - powiedziała i odwróciła się żeby go nie widzieć. Taaak, niech próbuje ja przeprosić, dziewczyna musiała wiedzieć jak mu na niej juz teraz zależy.
- Hermiona, błagam cie, wybacz mi - prawie płakał.
- Kiedy przyjadą? - udawała osobę, która chociaż nie chce, musi o cos zapytać.
- Za jakieś dziesięć minut, wybaczysz mi?
- Idź narazie, chcę z nimi pogadać, a ty będziesz tylko patrzył jakbys chciał NAS pozabijać - specjalnie połozyła nacisk na słowo "nas".
- Napewno nie ciebie, Hermiona, kocham cię - wiedział że ją zranił, no ale przecież nie musiała tego az tak wyolbrzymiać, zaczynało działać mu to na nerwy.
- To dobrze, idź narazie, chcę z nimi pogadać - zauważyła, że go to juz wkurza, a nie chciała żeby jego uczucia choć trochę ostygły więc pocałował go lekko w usta - no idź.
- Kocham cię - uśmiechnął sie widząc że się na niego juz nie gniewa. Wyszedł z pokoju bo słyszał juz hałasy jej przyjaciół. Wbiegli jak burza do pokoju.
- Czesć Hermiona!! - krzyknał Harry i ja przytulił, prawie w tej samej chwili przytulili ja Ginny i Ron.
- Jak się czujesz? - spytała ruda.
- Jak on cie traktuje - zapytał jej brat.
- Po kolei ludzie, usiądźcie, po pierwsze, czesć wam - uśmiechnęła się do nich.
- OK, to jak sie czujaesz Hermi? - powtórzyła swoje pytanie Weasley.
- Czuje się juz bardzo dobrze - usmiechneła sie.
- Super, a jak on cie traktuje? - zapytał Ronald.
- Pewnie nie uwierzycie, ale nawet Malfoya nie traktuje tak dobrze jak mnie.
- Co?! - zdziwił się bliznowaty.
- No bo sie zakochał - powiedziała tak cicho że nikt oprócz nich nie mógł usłyszeć, bała sie że Nietoperz podsłuchuje.
- W tobie?! - Ginny pomyśłała tak samo, więc również mówiła cicho. Kujonka tylko kiwneła w odpowiedzi głową, a Ron zagwizdał.
- Więc słuchajcie - mówiła jeszcze ciszej - postanowiłam to wykorzystać, jako zemstę.
- Serio?? A jak?? - zapytał Harry.
- A tak, że rozkocham go w sobie tak, że nie będzie mógł beze mnie zyc, a później dam mu do zrozumienia, że to była dla mnie tylko mała przygoda, no wiecie romans z nauczycielem - mówiła tak cicho że przyjaciele musieli pochylić głowy żeby ją słyszeć.
- Wow, kobieca bron, ale mu sie nalezy - szepnął Ron.
- Taaak - usmiechnęła się Ginny.
- Jesteś mistrzynią - dodał Harry. Granger była najszczęsliwszą osoba na świecie! Niestety jak na Snape'a przystało wszedł do pokoju i zaczął robić jakieś docinki.
- Swięta trójca w komplecie i widze że macie nowy nabytek.
- Och, profesorze, czy napewno chce robić nam tu sceny zazdrości? - Ron postanowil być wyzywający.
- To że nie miał pan przyjaciół nie znaczy, że ktoś inny nie może - dodał bliznowaty.
- No, my sie już zbieramy kochanie - dodał przekornie Weasley do dziewczyny na łóżku. Hermi zasmiała się widząc mine jaką zrobił przy tym Snape. Ale rudy bardzo ją zdziwił, pochylił sie szybko i pocałował ją w usta. Kiedy wyszli zaczęła sie wycierać, nie chciała, żeby Severus pomyślał, że z nim chodzi.
- Bleee, jak on mógł - powiedziała.
- No wiesz, może mu się podobasz??- Był zazdrosny i to bardzo.
- Albo zauważył, że patrzysz na mnie jak na góre złota i postanowił zrobić ci na złość - zaśmiała sie.
- Jestes dla mnie cenniejsza niż góra złota - podszedł i ją pocałował. W myślach przyznała, że całuje wspaniale.
- Kurcze, co ja mysle- biła sie z myslami podczas gdy on pogłębiał pocałunek - ale on naprawde swietnie całuje - myślała - uważaj bo sie zakochasz- kpił z niej głosik w jej głowie.
- Kocham cię - szepnął jej do ucha i ją przytulił.
- Ide spać - powiedziała zaspanym głosem.
- A co powiesz na to, żebym połozył sie obok ciebie i tak cie uśpił - mówił z nadzieją.
- Nie mam nic przeciwko - szepnęła. Mężczyzna położył sie obok niej i ją przytulił. Ona wtuliła sie w niego nie wiedząc co mysleć, czy aby czasem sie w nim nie zakochała? Ron napewno by ja znienawidził, Harry... tego nie wiedziała, ale Ginny by ja zrozumiała, jest prawdziwa przyjaciółką. Tak myśląc zasnęła. Severus głaskał ja po głowie myśląc, że to najpiękniejsza i najwspanialsza kobieta na swiecie, nawet przez myśl mu nie przeszło, że to tylko zemsta, że ona nic do niego nie czuje, no prawie nic, coś już w niej kiełkowało, jakies maleńkie uczucie, które z czasem moze rozkwitnać. Postanowił sprawdzić czy ma wszystko przygotowane na rok szkolny. Wstał delikatnie, żeby jej nie zbudzić i poszedł sprawdzac papiery, kiedy skończył, postanowił odwiedzic dyrektora. Wziął pióro i pergamin i napisał : Hermiono!
Poszedłem do Dumbledore'a. Mam nadzieje, że nie obudzisz się zanim wróce, ale jeśli tak to wiedz gdzie jestem! Kocham Cie!
Severus
Kiedy tylko wyszedł Hermiona otworzyła oczy.
- Uff, w koncu poszedł - pomyślała- musze jakoś skontaktować sie z Ginn, ona mi doradzi co mam robić- pobiegła do sowiarni, kilka razy się przewróciła, gdyz była jeszcze bardzo słaba. Gdy dotarła do sowiarni wyciągneła pióro i pergamin i napisała:
Ginn!!
Kiedy mozesz byc
w Hogwarcie?? Przyjedz sama!! To wazne!! Nie mam czasu duzo pisac.
Pamietaj SAMA!!!
Hermiona
Wzięła szkolna sowe i wysłała list. Szybko wróciła do siebie, ale Severus juz tam czekał.
- Gdzie ty byłaś??!! Hermiona, nie wolno ci wstawac z łóżka a co dopiero włuczyc sie po zamku - krzyczał. Dziewczyna spojrzała na niego ze strachem.
- Przepraszam.... chciałam wysłac list - szepnęła. Nagle zakręciło jej sie w głowie, zrobiło ciemno przed oczami i upadła na ziemię uderzając głową o łóżko. Snape nie zdazył nawet zareagowac a ona leżała na ziemi z rozciąta głową w coraz większej kałózy krwi.
- Ferula - szepnął a na jej głowie pojawiły się opatrunki. Podniósł ją i połozył na łózko. Wyciagnął z pod szaty eliksir wzmacniający i wlał jej do ust. Usiadł w fotelu i czekał.
- Co za ironia losu, znów siedze tu, a ona znów leży nieprzytomna - mówił sam do siebie - I jeszcze jak ona wygląda...
- Napewno o wiele lepiej niz normalnie - powiedziała dziewczyna słabo. Snape podbiegł do niej i pogłaskał po policzku.
- Jak dobrze, że sie obudziłaś, nawet nie wiesz jak sie bałem - pocałował ja delikatnie.
- Nic mi nie jest - powiedziała cicho.
- Hermiona, obiecaj, że nie będziesz schodzic z łóżka póki ci nie pozwole, ok?
- Ale tu jest nudno.
- To spij, musisz odpoczywać, rozumiesz?
- Ale ja się juz dobrze czuje.
- Serio? To czemu mówisz jakbyś przez rok nic nie jadła?
- Bo od dłuzszego czasu nic nie jadłam?
- Racja, czekaj, zaraz ci cos przyniose.
- Ale ja nie chce....
- Hermiona, musisz!
- NIE- krzykneła i znów zemdlała.
- Hermiona - potrząsnał nią.
- Co- otworzyła oczy.
- Musisz cos zjesć, nie masz juz wcale siły.
- A na co mi ona?- odwróziła sie i zasnęłą
Obudziła sie kilka godzin później i rozejrzała po pokoju, Severus siedziała na fotelu i jej sie przyglądał.
- No dobra, jednak jestem głodna.
- Na stole masz kanapki - powiedziała chłodno, sam nie wiedział co w niego wstąpiło.
- Co ci?? Nie mam siły wstać i podejsć do stołu - nie wiedzieć czemu zapragnęła jego bliskości.
- A masz siłę podniesc różdżkę? To chyba nie jest takie trudne - kpił z niej.
- Co w ciebie wstapiło, jeszcze kilka godzin wczesniej...- nie dokończyła bo jej przerwał.
- Kilka godzin wczesniej, nie byłas naburmuszoną lalunią i daj sobie spokój ty wredna szlamo - syknął. Tego dziewczyna nie wytrzymała, podniosła różdżkę i krzyknęła celujac w niego:
- Drętwota!
- Protego! - rzucił zaklęcie tarczy. Przyjde wieczorem. - Aha, twoja przyjaciółka zaraz do ciebie przyjdzie - syknął i wyszedł. W tym samym momencie weszła Ginny.
- Czesc, co jest? I co mu jest?
- Obraził się na mnie... ale nie o tym chciałam gadać.
- Zakochałaś się w nim - stwierdziła.
- Skąd wiesz?- spojrzała na nia zdumiona.
- Roziskrzone oczy, włosy jeszcze bardziej rozwalone i widać, że ci smutno, że sie obraził - wyliczyła ruda.
- Jesteś mistrzynia... - powiedziała Hermi.
- To wiem, no i co w związku z tym, że się w nim zakochałaś?
- Twój brat mnie znienawidzi...
- Raczej nie... wkurzy sie, ale to uszanuje.
- Jakos nie wierze...
- Zobaczysz...
- A Harry?
- Harry to uszanuje, chociaz szczesliwy nie bedzie.
- No raczej nie... A ty?
- Czy gdybym sie obraziła, albo cie znienawidziła nadal bym tu siedziała?
- No nie.. Powiedz mi jak ja mam go przeprosić? - zapytała jedząc juz kanapke.
- A o co sie pokłóciliście?
- Nie chciałam jeść, wkurzyło go to.
- Przejdzie mu, myślałam, że o Rona.
- Z tym sobie poradziłam.
************************
W tym samym czasie
Snape wyszedł z lochów w drzwiach mijając Weasley. Postanowił isc do Dumbledore'a, ten zawsze potrafił pomóc. Wszedł po spiralnych schodach i zapukał do gabinetu dyrektora.
- Prosze - powiedział uprzejmy głos.
- Albusie ratuj - powiedział na dzien dobry.
- Nie wiem co sie ze mną dzieje, nagle zrozumiałem, że dla dobra Hermiony, nie powinienem z nią byc... a dzisiaj swoim zachowaniem ja zraniłem...
- Czemu nie powinieneś?
- Ponieważ to nieetyczne, a w ogóle jest to w regulaminie.
- Panna Granger ma siedemnaście lat.
- Ale nadal jest moja uczennicą.
- Są wakacje.
- To wiem... Ale w roku szkolnym powiem jej, że to koniec. Jesli będzie czekać..
- A jesli nie będzie?- przerwał mu Dumbledore.
- To się zabije.
- Nie zabijesz.
- Zabije, nie dam rady przejśc tego drugi raz!! - Mistrz Eliksirów ukrył twarz w dłoniach.
- Ona będzie czekać, kocha cię - pocieszył go Albus.
- Tego nie wiem.
- A czy nie lepiej byłoby powiedzieć jej, że nie możecie spotykac sie w szkole i prosic, żeby czekała?
- A jesli Czarny Pan się dowie? Jeśli przez przypadek dowie sie że z nią byłem, pokaże mu wspomnienie na którym z nią zrywam, w końcu moglem jej poządać, nie robił mi problemów o Lily.
- Więc tu chodzi o twoje bezpieczeństwo.
- Także o jej, przeciez wtedy postanowiłby ją wykorzystać do sledzenia Pottera.
- Rób jak uważasz, tylko jej nie zrań zbyt mocno, ona nie jest tak silna jak ty.
- Zrobie co będę musiał - powiedział chłodno i wyszedł. Poszedł na błonia. Usiadł na brzegu i myślał.
- Czemu ja się w niej zakochałem, czemu nie mogłem po prostu jej wyleczyc i dac spokój? Czy to naprawde takie trudne? Ale ja ja kocham... Kocham ja bardziej niz kochałem Lily, bede musiał znieśc ten rok, dla jej dobra - postanowił sobie w duchu i poszedł do komnat. Wszedł juz z łagodniejszą miną, Hermiona siedziała sama na łóżku i czytała swoją książkę do transmutacji.
- Czesć - powiedziała do niej niepewnie.
- Dobry wieczór - odpowiedziała uprzejmie.
- Jak ci minał dzien?
- Całkiem dobrze, dziekuję - wiedziała, że juz się nie gniewa, ale wolała go nie wkurzyć.
- Przepraszam za wcześniej - szepnął.
- To ja przepraszam, nie wiedziałam, że zachowuje się jak naburmuszone dziecko.
- OK, no to jest zgoda?
- No jasne - uśmiechneła sie do niego.
- No to ja ide spać, dobranoc- wyczarował sobie łózko i pościel i sie połozył.
- Dobranoc - powiedziała, choc wiedziała, że ona napewno narazie nie zaśnie. Miała zbyt dużo do przemyślenia, czy ona go naprawde kocha? Wiedziała, że tak. Za co? Tego nie wiedziała. Może za to, że nikogo nie udaje? Chociaż... on właściwie cały czas udaje, a może nie? Może ten zimny Nietoperz to prawdziwy on? A może ten który potrafi kochac? Który jest miły i wrażliwy? Tego nie wiedziała. Nie wiedziała, czy aby on tylko nie gra, czy nie chce jej wystawic na pośmiewisko, albo sprzedac Voldemortowi... Musiała mu po prostu ufać. Tak rozmyślając w koncu zasnąła.
Obudziła sie pierwsza, rozejrzała sie po pokoju i znów opadła na poduszki. Kręciło jej sie w głowie. Postanowiła nie zwracac na to uwagi. Wstała i chciała isc do kuchni nalać sobie soku, ale nagle zrobiło jej ię ciemno przed oczami i wylądowała na Severusie.
- Ała, jak chciałaś się koło mnie połozyć to mogłaś troche delikatniej - powiedziała złośliwie.
- Chciałam iśc do kuchni, nalac sobie soku i nie pochlebiaj sobie - odgryzła mu się.
- Ja sobie pochlebiam? A może nie chciałabys koło mnie lezeć?
- Teraz akurat nie - zebrała sie jakoś z niego i połozyła na swoim łóżku.
- Naprawde?
- Tak. Accio sok i szklanka! - machnęła różdżką i natychmiast przyleciało do niej to co chciała. Nalała sobie soku i patrzyła na swojego profesora i ukochanego.
- Co tak patrzysz?
- Zastanawiam się co sie stało z tym Severusem, co był jeszcze wczoraj.
- Wyjechał - Snape odpowiedział krótko.
- Severus, o co ci chodzi, jeszcze wieczorem wszystko było OK.
- Jest OK - podszedł i ja pocałował, jednak wyczuła, że nie sa juz to takie same pocałunki jak na początku.
- Kochasz mnie? - zapytała.
- Oczywiście, że cie kocham - przytulił ją, nie chciał jej zbytnio ranić. - Pamiętaj, nie ważne co sie stanie, ani co powiem, zawsze będę cię kochał, OK?
- OK - przytuliła sie do niego. Podjeła decyzję, niezależnie co powiedzą na to Harry, czy Ron ona go nie zostawi, nie da rady, za bardzo go kocha. A on pomyslał, że będzie musiał ja zostawić. Powinien to zrobić jak najszybciej, ale postanowił dac im czas do końca wakacji.
Dni mijały właściwie tak samo, budzili sie razem w sypialni Severusa, jedli śniadanie, Hermiona uczyła się wszystkiego na przyszły rok, a Severus albo jej się przypatrywał, albo odwiedzał Dumbledore'a. Czasem wpadała do Hermiony Ginny, czasem cała trójka. Ale pewnego dnia, tóż przed koncem wakacji przyszedł sam Harry.
- Czesć Hermiona, co słychać? - starał sie zacząć normalną rozmowę, ale cos go gryzło.
- Co sie stało, Harry? - zapytała Hermiona.
- Co sie miało stać? - udawał,że nic nie rozumiem.
- Widze.
- No dobra, kiedy z nim zerwiesz?
- Harry.. chodzi o to, że ja nie chce z nim zrywać... ja sie w nim zakochałam...
- Ale...co??!!
-To nie jest trudne, po ludzku sie zakochałam.
- W Nietoperzu?
- Nom.
- Najpierw Krum, teraz Snape... masz dziwny gust.
- Widocznie tak.
- Wiesz, że Ron się w tobie zakochał?
- Domyślam sie...
- Rzuc Snape'a... Przyjaźń chyba jest ważniejsza.
- Harry, mam pytanie, wybrałbyś mnie czy Ginn?
- To chyba proste, ze Ginny - nie zrozumiał aluzji.
- No widzisz.
- Co?
- Ty wybrałbys Ginn, ja wybiore Severusa.
- Ale to nie o samo!
- Dokładnie to samo, Ron to mój przyjaciel, a Severusa kocham. Ja jestem twoja przyjaciółką, a Ginny kochasz. Nie to samo?
- No dobra, to samo, ale to dziwne...
- Wiem... jeszcze kilka miesięcy temu szczerze go nienawidziłam, a teraz go kocham....
- To po to chciałaś, zeby Ginn czasem przychodziła sama?
- Nom...
- Jak to powiesz Ronowi?
- Nie wiem....
- Ja nie powiem... wtedy pewnie by cię nienawidził.
- Zrobisz cos dla mnie?
- Co?
- Znajdź mu inna dziewczynę.
- To nie będzie tudne, Parvatti mi mówiła, że sie w nim zakochała.
- Serio?!
- Nom.... najpierw Lav, teraz ona....
- Lav? - wywróciła oczami.
- Nie chce mi sie gadac całego imienia..
- Leń - zasmiała sie i rzuciła w niego poduszką. Później zaczęli wojne na poduchy.... i nagle:
- Co tu sie dzieje?! - wszedł Snape.
- Wydurniamy się - powiedziała Hemi.
- Wydurniacie? Jutro początek roku szkolnego, nie macie nic innego do roboty?
- Postanowilismy sie rozerwac - powiedziała Harry.
- Zamknij sie Potter! - syknął.
- To ty sie zamknij - krzykneła Hermiona - czemu ty tak go nienawidzisz? Co on ci zrobił?
- Nie wtracaj sie!
- Bo co? Dasz mi szlaban? A może mnie uderzysz? - wzięła swoje rzeczy i pobiegła do pokoju prefekt naczelnej gryfindoru, a Harry za nia.
- Nie musiałaś sie z nim kłócic..
- Musiałam, inaczej wszedłby nam na głowę.
- Nie martw się.. jak cię kocha to cie przeprosi....
- Kiedys powiedział, ze nie ważne co sie stanie, ani co powie, zawsze mnie kocha...
- A ty jak zwykle zapamiętałaś słowo w słowo.
- No ba. W końcu jestem Wiem - To - Wszystko - Granger - powiedziała i się roześmiała.
- Ja już spadam, idź z nim pogadać...
- Niech sam przyjdzie.
- Idź, naprawde, idź.
- No OK....- powiedziała i gdy Harry wyszedł, wzięła bluze i poszła do lochów. Zapukała do jego drzwi.
- Wejść - usłyszała zimny głos. No ale skoro mówił wejść to postanowiła wejsć.
- Chciałam cię przeprosić... Wkurzyłeś mnie... zawsze musisz być taki zazdrosny?
- O kogo? O debilnego Pottera? Ty tez mnie wkurzasz ale tak sie nie zachowuje.
- No tak, bo zachwuje sie pan gorzej, profesorze.
- Coś jeszcze Granger?
- Tak, ŻEGNAM!
- Żegnam - pokazał jej drzwi, ona spojrzała na niego z obrzydzeniem i wyszła. Szła przez puste korytarze rozmyslając.
- Co ja zrobiłam... zostawiłam faceta, którego kocham... - myślała. Poszła nad jezioro. Siedziała tam bardzo długo, aż wykończona dzisiejzym dniem zasneła. Obudziła sie w srodku nocy trzęsąc się z zimna. Pobiegła szybko do pokoju Prefekt, otuliła sie kordłą i znów zasnęła. Obudziła się dopiero rano. Miała gorączkę, katar, kaszlała. Nie mogła pokazać sie tak dzisiaj na uczcie. Postanowiła pójśc do Snape'a. Wiedziała, że nie będzie to dla niej łatwe, ale musiała. Zeszła do lochów i zapukała.
- Wejść - usłyszała syk. Więc weszła.
- Przepraszam, profesorze, że przeszkadzam... mógłby pan mi dać jakis eliksir wzmacniajacy? Albo pieprzowy - otrząsnęła się.
- Pieprzowy, już za późno na wzmacniający Granger - powiedział chłodno i dał jej eliksir. Dziewczyna wypiła, podziękowała i wyszła. Poszła ułozyć swoje rzeczy w szafkach w swoim pokoju. Gdy juz ułozyła, przygotowała wszystkie książki, połozyła się na łóżko i płakała. Nie mogła sobie wybaczyć tego, że wczoraj się pokłócili, nie wiedziała, że dzisiaj i tak by ja zostawił, a to że to ona jego rzuciła, to dla niego uśmiech losu, bo nie musiał jej ranić.
Kiedy przez okno zobaczyła nadjeżdżające wozy, ubrana, z lekkim makijarzem i uczesanymi jak nigdy włosami zeszła do Wielkiej Sali. Usiadła przy stole Gryfonów nie wiedząc, że wzrok każdego chłopaka w tej sali jest skierowany na nią. Malfoy patrzył na nia z otwartymi ustami, tylko Snape starał sie nie patrzeć w jej kierunku, słyszał szepty, że wygląda pieknie. Tuż po uczcie Hermiona wyszła z sali, szła korytarzem szukając czegos w torbie i nagle... wpadła na Severusa Snape'a, upadła. Widząc ta scenę większąść uczniów zatrzymała sie, żeby popatrzeć. Snape wyciągnał rękę, żeby pomóc jej wstać. Dziewczyna, chociaz miała wielką ochotę podac mu rekę, powiedziała:
- Dziękuje za pomoc profesorze, nie wiem czy jest pan oswojonym nietoperzem i boje sie o rękę - rzekła wyzywająco.
- Nie dotknał bym krwi pełnej szlamu, preferuje czystą krew - odrzekł.
- No to swojej krwi tez pan nie ruszy - powiedziała.
- Moja krew jest tysiące razy czystsza niz twoja Granger.
- Za to pana włosy napewno nie - wstała i odeszła zanim zdążył dac jej szlaban. Patrzący uczniowie tez się rozeszli smiejac się z tego że ktos w koncu pokonał Snape'a na słowa. Ta wieść szybko obeszła całą szkołę. Wieczorem, gdy Hermiona układała sie spać, ktoś nagle zapukał do jej drzwi.
- Prosze - powiedziała dziewczyna. Do pokoju weszły natychmiast Parvatti i Lavender.
- To prawda, że byłaś tu na wakacjach? - zaczęła Patil.
- I mieszkałas u Snape'a? - dodała Brown.
- Uuu, co tam sie musiało dziać - zaśmiała się Parvatti.
- Dobry jest? - zapytała Lav.
- Potrafi zrobic dobry użytek ze swojego ostrego języka? - dołozyła Parvatti.
- O czym wy mówicie? - przerwała im Hermiona.
- Byłaś na wakacjach u Snape'a? - pwiedziały obie.
- Byłam w zamku, mieszkałam u Snape'a tylko dlatego, że on mnie leczył, uwierzcie nie byłam w stanie nawet sie z nim kłócić, a co dopiero... - nie dokończyła.
- A chciałabyś? - dopytywała sie Lavender.
- Zwariowałaś prawda? - powiedziała głośno, ale pomyslała - trafiłas w samo sedno... tyle, że chcieć to nie zawsze móc.
- Chyba taaaak - zgodziła sie dziewczyna.
- Parvatti, słyszałam, że się zakochałaś - Hermiona postanowiła szybko zmienic temat.
- Taaaak, ja kocham Rona - rozmarzyła się.
- Ona zawsze przejmuje po mnie chłopaków - dorzuciła Lav.
- Ale on jest taki słodki... - Parvatti dalej marzyła o Ronie.
- Może z nim pogadam? - zapytała Hermi.
- Nie! - krzyknęła przerazona dziewczyna - a jak on mnie wyśmieje?
- Napewno cie nie wyśmieje, on taki nie jest - odpowiedziała Hermi.
- Nie? - zapytała Pav.
- Nie! - powiedziały razem Hermiona i Lavender.
- Ja też sie zakochałam - powiedziała Lav.
- W kim? - zapytała pani prefekt.
- W Malfoy'u - odparła Brown.
- Co? - krzykneła Granger - nie gadaj...
- Nom.... Musisz przyznac, że jest przystojny...
- Nom dobra, ale jego ojciec jest smierciorzercą.... - powiedziała Herm.
- Prubuje jej to uświadomić, ale nie wychodzi... - rzekła Patil.
- Dobra, idźcie, ja chce spać.
- Dobranoc - powiedziały obie dziewczyny i wyszły. Hermiona leżała rozmyślając o tym co powiedziały jej dziewczyny i o Severusie gdy nagle ktos wpadł do pokoju.
- Hermiona! Dumbledore powiedział, żebyś do niego przyszła! - krzykneła Ginny Weasley.
- Teraz? - zapytała brązowowłosa.
- Nom.... to wazne i jest tam Snape - dodała.
- Nieeeee - zwlokła sie z łózka, wciągnęła koszulkę i jeansy i skierowała sie do gabinetu dyrektora. Ginny szła obok niej.
- Ty też idziesz? - zapytała.
- Mam cię odprowadzić, żebys sie gdzies po drodze nie zgubiła - odparła ruda i weszły do gabinetu dyrektora.
- Dobry wieczór - powiedziała Granger.
- To ja juz pójde, dobranoc - powiedziała ruda i wyszła.
- Dobry wieczór panno Granger - powiedział Dumbledore, Snape tylko kiwnął głową. Dyrektor wskazał za puste krzesło przed biurkiem, obok Snape'a. Dziewczyna usiadła patrząc w drugą stronę.
- Profesor Snape, co roku bierze jedną osobę, która szkoli sie w sztuce warzenia eliksirów, a później ma szanse na zostanie Mistrzem Eliksirów. W tym roku pomagałem w znalezieniu jednego ucznia i oboje uznaliśmy, że jestes najlepsza. Potrzebny jest ktos z Zakonu Feniksa, kto pomógłby Severusowi w przygotoaniu antidotów dla naszych rannych i trucizn dla smierciorzerców. Zgadzasz się?
- J....j....ja? - wyjakneła.
- Ty Granger - syknął Snape, chociaz chciał ja przytulic i powiedzieć, że jest najlepsza.
- No dobrze, zgadzam się - powiedziała Granger.
- Codziennie o 19 wiedze cie u mnie - powiedział Snape.
- Dobranoc panno Granger - pożegnał się dyrektor.
- Dobranoc - Hermiona wyszła z gabinetu i poszła do pokoju szczęsliwa,że codziennie ędzie widywac swojego ukochanego. Zasnęła myslac o Severusie Snapie.
- Zakochałeś się w szlamie! Musisz za to zapłacić! - krzyczał Voldemort. - Crucio!
- Ale, Panie, ja tylko udawałem! Chciałem mieć Pottera w garści! - mówił Severus Snape słabo.
- Nie wierze! Masz słabość do szlam! Najpierw ta ruda, teraz ta! Crucio! - Snape kolejny raz dostał tym zaklęciem.
- Panie, zmiłuj się, błagam - błagał Severus.
- Ja nie znam litości - odrzekł zimno Czarny Pan- Avada Kedavra! - Severus Snape padł martwy na ziemie, a Voldemort roześmiał się swoim zimnym głosem.
- Nie martw się, twoja szlama niedługo do ciebie dołączy - powiedział do trupa i sie teleportował.
- Nieeeeeeeeeeee! - Hermiona obudziła się zlana potem - to nie może być prawda, musze to sprawdzić. - mówiła jakby w transie. Nie mogła do niego isć, ale był sposób. Czym prędzej pobiegła do Sypialni Chłopców.
- Harry, Harry, obudź się! - stała nad łózkiem wybrańca i próbowała go zbudzić.
- Czego? - zapytał niezbyt miło zakładając na nos okulary.
- Harry, moge na chwile zobaczyć twoją mapę Huncowtów?
- Taaa, jest tutaj - podał jej mape, która wcześniej leżała na stoliku.
- Uroczyście przysięgam, że knuje cos niedobrego - wymruczała Hermiona celując w nia różdżką. Spojrzała na trzecie pientro gdzie dzisiaj Snape miał mieć dyzur. Zobaczyła go przechadzającego sie po korytarzu.
- Ufff - oddała Harremu mape - dzięki, mam u ciebie dług.
- Taaa, będe pamiętać - rzekł i się połozył. Dziewczyna też wyszła i skierowała sie do swojego pokoju. Kładąc się na łóżku myślała, że zabiłaby sie gdyby on umarł. Nie spała juz do rana, gdy tylko zrobiło sie jasno wzięła długi prysznic, uczesała się, umalowała i zeszła na sniadanie. Nie mogła pozwolić, żeby ludzie myśleli, że wczoraj mieli omamy, ona juz im pokaże jaka jest naprawde. W drzwiach minęła Snepe'a. Na jego widok serce zabiło jej mocniej, jednak nie zamierzała tego po sobie pokazywać.
- Dzien dobry panie profesorze - powiedziała chłodno.
- Dzien dobry Granger- kiedy ją zobaczył nie wierzył własnym oczom, wyglądała pięknie, ale on był zbyt dumny, żeby to pokazać. Dziewczyna mineła go i wpadła na Freda Weasley'a.
- Cześć, co ty tu robisz?
- Nie macie nauczyciela Obrony Przed Czarną Magią, prawda? No więc już macie.
- Naprawde? Ojej, to cudownie - czuła, że za nimi stoi snape więc rzuciła sie Fredowi na szyje i go przytuliła.
- Kurcze, Hermiona, z czego tak się cieszysz.
- A bo ja wiem, bardzo cię lubie, jesteś NAJFAJNIEJSZYM i NAJPRZYSTOJNIEJSZYM nauczycielem - uśmiechała się do niego. Stojący za nimi Snape wyglądał jakby się czymś udławił, a dziewczyna była z siebie bardzo dumna.
- Wow, dzięki Hermiona - Fred za to zaczerwienił się.
- Wpadne do Ciebie wieczorem - uśmiechneła się.
- Wieczorem to masz być u mnie - powiedział chłodno Snape i odszedł.
- No cóż, to kiedy indziej - weszła do Wielkiej Sali i we wspaniałym humorze zjadła sniadanie. Kiedy skończyła zerkneła na plan lekcji:
Eliksiry
Eliksiry
OPCM
Historia Magii
Obiad
Zaklęcia
Transmutacja
Takie zajecia miała mieć codziennie do końca semestru, póxniej zamiast dwóch lekcji eliksirów, dwie lekcje OPCM. Nioe jest tak źle, zwłaszcza, że Obrona jest tuz po Eliksirach. Tak rozmyślając doszła pod klase Eliksirów. Chwile później usłyszła dzwięk dzwonka a Snape kazał wszystkim wejsc do klasy. Mimo, że starał się ukryć wszytkie emocje, ona znała go juz doskonale, widziała, że jest wściekły. Usiadła w ostatniej ławce, a do niej dosiadł się Harry, Ron niestety nie mógł brać udziału w tegorocznych lekcjach, gdyż nie dostał W z testów. Snape kazał uważyć im Veritaseum. Dziewczyna uśmiechnęła sie pod nosem, wiedziała, że będzie musiała przygotowywać dużo tego eliksiru, Snape skończył wyjaśniać przepis i zapytał czy ktoś ma jakieś pytania. Wyćwiczona ręka Hermiony natychmiast wystrzeliła w góre.
- Panna Granger czegoś nie wie, apokalipsa - zadrwił nauczyciel.
- Veritaseum to bardzo przydatny eliksir, pozwoli pan, że przygotuje kilka kociołków na raz?
- Jeśli to sie pani uda, w co wątpie - rzekł, wiedziaął, że jej się to uda i wiedział, że myśli o wojnie. Mądra dziewczyna, pomyślał. W tym czasie dziewczyna przeniosła sie do ławki obok i ustawiła w rzędzie 10 kociołków. Zaczarowała tak, żeby jak ona coś robi, to przed pozostałymi kociołkami działo sie tak samo. Po godzinie wszystkie dziesiec eliksirów było zrobione.
- Skończyłam, panie profesorze.
- Doskonale - powiedział udając wściekłosć. -Przez następną godzine jest pani wolna, ale nie może pani opuszczać klasy.
- Dobrze - wyciągnęła zdięcie Freda i zaczęła się w nie wgapiać robiąc na złość Severusowi. Po kilku minutach strasznie ja to znudziło, zamyśliła się cały czas udając, że patrzy na Freda. Kiedy lekcja się skonczyła powiedziała głośno.
- Ale fajnie, że teraz Obrona, mamy lekcje z Fredem - przy ostatnim słowie udała rozmarzenie. Harry od razu skapował o co chodzi.
- Zakochałaś się w nauczycielu? - zapytał.
- I to jak - powiedziała zdognie z prawdą. Zakochała się, tylko że w innym nauczycielu niż pytał. Snape przeszedł wściekły koło nich i wyszedł z klasy, a oni wybuchnęli smiechem.
- Hermiona, jesteś okropna, nie lubie go, ale to jest okropne.
- Wiem - uśmiechneła się tylko złośliwie - zobaczysz co będzie dalej- o tak, miała plany, zamierzała doprowadziś Snepe'a do tego, żeby powiedział jej , że ją kocha.
Harry nie wiedział co powiedzieć, nie znał Hermiony od tej strony.
- Harry, chodź idziemy na Obrone, Ron pewnie na nas czeka.
- A no taaak, Hermiona, powiedz mi co się z Toba dzieje, ja rozumiem, zakochać się, nawet jeśli w Snapie, ale wykorzystujesz ludzi dla właśnych celów, to jest hamskie! - powiedział Harry gdy szli korytarzem.
- Wiem Harry, ale to jedyny sposób, żeby go zdobyć, a Freda bardzo lubie, przecież nie kłamałam, że jest najfajniejszym i najprzystojniejszym nauczycielem.
- Ale...
- To, że się w kimś zakochałam, nie znaczy, że nie widze, że ktoś jest przystojniejszy, no i nie skłamałam, że zakochałam się w nauczycielu, prawda?
- No niby tak.... czyli będziesz mówić takie żeczy, żeby nikt nie mógł później powiedzieć, że kłamałaś?
- Taaaaak - Hermiona roześmiała sie głośno. W tym samym czasie weszli do Sali OPCM, dziewczyna obdarzyła nauczyciela najpiękniejszym usmiechem na jaki ją było stać i usiadła w drugiej ławce. Nie uważała na lekcji, myślała. To jest złe, nie moge wykorzystywać ludzi, Harry ma racje. Po dzwonku postanowiła chwile zostać.
- Hermiona, coś się stało?
- Fred, bardzo cię lubię, ale tylko lubie.
- Nie martw się, podobasz mi się, ale nie zamierzam cię do niczego zmuszać.
- Hmmmmm, pomógłbyś mi?
- Zależy w czym.
- Podoba mi sie pewna osoba.... chciałabym zrobic mu na złość chodząc z kimś innym, a ty byłbyś najlepszy.
- Jasne, w gre wchodzą wszystkie zachowania pary? - zapytał z nadzieją.
- No wiesz, kiedy ten ktoś bedzie w pobliżu, to możemy sie całowac itp....
- To ja w to wchodze - ucieszył sie chłopak.
- Nie czujesz się wykorzystany? - zapytała z obawą.
- Nie no, coś, ty, skoro mogę ci pomóc i do tego dowiedzieć się jak całujesz - uśmiechnął się szeroko.
- To do zobaczenia - wybiegła z sali. Teraz miała Historie Magii, jakoś ja przeżyła, nawet nie notowała i tak znała cały podręcznik na pamięć. Zaraz po lekcji pobiegła na obiad. Fred i Severus byli w sali, puściłam oczko do Freda i się do niego uśmiechnęłam, kątem oka zauwazyłam, że jestem obserwowana przez Snape'a, przez reszte obiadu wpatrywałam sie we Freda, a on we mnie. Snape dzielnie to znosił zajęty rozmową z McGonagall. Po obiedzie ruszyłam na następne lekcje. Minęły szybko. Później poszłam do biblioteki o dziwo zauważyłam, że był tam Ron.
- Hej, co ty tu robisz? - zapytałam.
- Nie widać? Musze odrobić zadanie zadane przez mojego braciszka, bo napisze do mamy - roześmiałam się na widok jego miny.
- Oj, Ron to wcale nie jest trudne, jesteśmy już w siódmej klasie, a ty dalej nie rozumiesz, że trzeba się uczyć.
- Zamknij się! - krzyknął zdesperowany Ron.
- Ok, niech ci będzie, a miałam zamiar ci pomóc - wzięłam swoje rzeczy i usiadła przy innym stoliku. O 18.30 skończyła pisac wszystkie zadane na ten tydzien eseje. Pozbierała swoje rzeczy i pobiegła do lochów, równo o 19.00 zapukała do pracowni eliksirów.
- Wejść - usłyszała. Niepewnie weszła do pracowni, Snape zmierzył ja chłodnym spojrzeniem. Taaa, nie ma to jak spojrzenie bazyliszka na powitanie, aż się boje co będzie później - pomyślała dziewczyna.
Dziewczyna jednaj odważnie weszła i spojrzała na swojego nauczyciela. Przyglądała mu się przez chwile, jednak nie mogła odgadnąc co myśli.
- Jeżli juz skończyłam mi sie przyglądać to zacznij robić veritaseum.
- Dobrze, profesorze- zaczeła robić eliksir. Tak dobrze znała przepis na ten eliksir, ze robiła 20 kociołków i do tego myślała o nim. Kocham go... nie dam rady siedzieć tu z nim.... chce go przytulić, pocałować. Jednym słowem dziewczyna złapała sie w swoją pułapke. Po jakiejś godzinie skończyła eliksir, w swoim pokoju wiele razy robiła ten eliksir puki nie nauczyła się jak zrobić go najszybciej. Wiele razy rozwalała cały pokój, ale cóż, kilka machnięc różdżką i gotowe.
- Skończyłam - powiedziała.
- Doskonale - odpowiedziała i spojrzał na zegarek - możesz już iść.
- OK - juz szła do wyjścia kiedy coś ja napadło, podbiegła do niego i go pocałowała. Zdziwiło go to, że jej nie odepchnęł tylko oddawał namiętnie pocałunki przyciskając ja do siebie. Jego ręka błądziła pod jej bluzką. Po pewnym czasie oderwał usta od jej ust i zaczął całować jej szyję, dziewczyna wygięła się, żeby dac mu lepszy dostęp. Severus nie wiedział co robi, to był impuls, jednak jak na człowieka opanowanego przystało po jakimś czasie odepchnął ją od siebie.
- Dobranoc - warknął. Dziewczyna próbowała coś wyczytac z jego twarzy jakiekolwiek emocje, ale jej nie wyszło.
- Dobranoc profesorze - odpowiedziała i wyszła. Szła pustymi korytarzami i nagle;
- Granger, pani prefekt naczelna chodzi po nocy? Nie ładnie - przed nia stał Draco Malfoy, obok niego Blaise Zabini, a za dziewczyną stanęli Crabbe i Goyle.
- A co was to obchodzi? Przepuście mnie - odpowiedziała dziewczyna.
- Głupia jesteś? - krórys z goryli złapał ja z tyłu za ręce a Malfoy brutalnie ja pocałował.
- Zostawcie mnie! - krzykneła. Zabini zacmokał.
- Malfoy, ona na robi za duzo krzyku, ktoś tu przyleci.
- Weźmy ją do schowka na miotły i rzucimy zaklęcia rozpraszające.
- Pomocy!!!!!!!!! - dziewczyna próbowała krzyczeć, ale w tej samej chwili Zabini rzucił na nia Silencio.
- Ja chce słyszeć jak ona krzyczy! - warknął Malfoy.
- My też, ale póki co, niech nie obudzi całego zamku. - wepchnełi ja do schowka i zerwali z niej ubrania. Zabini rzucił zaklęcia rozpraszające ze schowka i sciągnął z niej silencio, dwaj goryle nadal ją trzymali. Mafloy zaczął powoli odpinać swoje spodnie.
- Jesteś dziewica Granger?
- Zostawcie mnie!!! Wypóście skąd! - krzyczała.
- Zaraz się przekonamy - powiedział spokojnie Malfoy i wszedł w nia brutalnie. Dziewczyna krzyknęła z bólu a on w odpowiedzi zaczął się w niej szybko poruszać.
- Zostaw mnie!! - krzyczała i płakała. Chłopak widząc jaki ból jej sprawia zaczął poruszac się w niej jeszcze szybciej.
- Dobra Malfoy, my tez chcemy - powiedział Zabini i zrobił to samo, zauważyła, że był troche delikatniejszy od kolegi. Później przyszedł czas na goryli, oni byli najgosi. Z dziewczyny lała sie krew, po jakimś czasie straciła przytomność. Chłopaki jak gdyby nigdy nic ubrali sie i wyszli. Jakiś czas później dziewczyna odzyskała przytomność. Ostatkiem sił wysłała patronusa do Ginny i znów straciła przytomnosć.
Obudziła sie w skrzydle szpitalnym. Nie wiedziała jak długo tu leżała, przy niej stał Severus Snape we własnej osobie.
- Kto ci to zrobił - powiedział chłodno.
- Pana to i tak nic nie obchodzi.
- Jeśli to ktos z mojego domu to musze ich ukarać.
- I tak nie uwierzy mi pan.
- Powiedz kto ci to zrobił, Hermiono.
- Czy tylko kiedy coś mi jest będziesz dla mnie miły?
- Nie możemy być razem, nie chce psuc ci opini, a w ogóle, ja jestem dla ciebie za stary. A ty masz Freda.
- Byłam z nim tylko po to żebyś był zazdrosny.
- Przepraszam.... Nie możemy, kto ci to zrobił?
- Malfoy, Zabini, Crabbe i Goyle.
- Przyjde później, teraz musze ich ukarać - wyszedł a za nim powiewała jego peleryna jakby żyła własnym zyciem.
Severus szedł, a właściwie to biegł do lochów, wpadł jak burza do pokoju wspólnego slizgonów.
- Malfoy, Zabini, Crabbe i Goyle, natychmiast do mojego gabinetu - krzyknął. Chłopaki widząc wściekłosc swojego wychowawcy poszli za nim do gabinetu. - Wy głupki!!! Naprawde jesteście tak głupi, żeby gwałcić dziewczyne, która was dobrze zna i was widzi?? Nie mogliście zmienic wyglądy, czy coś?? Jak juz chcieliście się zabawić. A w ogóle, gdybyście troche pomyśleli i zwędzili włosy Weasley'owi, Potterowi i jakimś tam jeszcze Gryfonom i się w nich zmienili? Moglibyśmy pozbyć się ich z Hogwartu, a tak mi przykro, musze was wyrzucić!!!! Macie godzine na spakowanie się i wyjeżdżacie z Hogwartu, Malfoy, zostań jeszcze na chwile. - cały czas na nich krzyczał. Blaise i goryle wyszli czym prędzej a Malfoy bał się ruszyć.
- Zdajesz sobie sprawie, że przez to że wylecisz z Hogwartu, nie będzie ci tak łatwo wykonać zadania? Jestes moim chrześniakiem, możesz do mnie przyjeżdżać, będziesz spał u mnie w kwaterach, zrozumiano?
- Tttak - wydukał chłopak.
- Powiedz, czemy wy to zrobiliście?
- Chcialiśmy sie zabawić, a Granger sie napatoczyła.
- Nie chce was wyrzucać, ale Granger to pupilek McGonagall i Dumblegore'a, a żeby Albus mi ufał musze to zrobić.... pozdrów rodziców i sie trzymaj - poczekał az Malfoy wyjdzie i usiałd na krześle. Biedna Hermiona. głupia szlama! chociaz sam przed sobą przyznaj sie że jest dla ciebie ważna! ale po co łaziła po nocy? no bo wracała od ciebie? no ale mogła rzucić zaklęcie kameleona. no mogła. Tak rozmyslał. O, kurcze, musze do niej isć. Wziął kilka eliksirów, które mogły jej pomóc i wyszedł. Pobiegł do Skrzydła Szpitalnego. Spała. Postawił buteleczki na stoliku i dłuższą chwile jej sie przyglądał. Widać było, że szybko nie wyzdrowieje. Urazy na ciele nie były bardzo powazne, ale wiedział, że uraz na psychice zostanie. Już nigdy nie będzie taka jak kiedyś, ufna, wszystkiego ciekawa, odważna. Czemu to ja musiało spotkać? Czemu nie mogli zgwałcić tej małej Weasley... Nie nie myśl tak, czemu musieli kogokolwiek gwałcić? No własnie, dlaczego, nie mogli sobie znaleźć innej zabawy? Chętnie bym ich zabił. Nie... nie mogłem, gdybym zabił Malfoy'a sam bym zginął, umarłbym bo nie dotrzymałbym przysięgi wieczystej. Ale reszte mogłem zabić! Nie... nie, też nie mogłem Czarny Pan zabiłby mnie chwile później... w końcu stanąłbym w oronie szlamy... Hermiona dla niego jest tylko nic nie wartą szlamą... inaczej dla mnie. Panna Granger matole! Nie... to jest Hermiona i nic tego ni zmieni. Czy ona musi tu tak leżeć po tym jak zauwazyłem, że wcale nie przestała mnie kochać? Chociaż..... mogło to byc tylko pożądanie... - tak rozmyslał Naczelny Postrach Hogwartu i nie zauwazyła, że dziewczyna juz się obudziła i mu sie przygląda.
- Dobry wieczór, profesorze - powiedziała cicho, a Snape podskoczył.
- Dobry wieczór Pa... Hermiono i o ile sobie przypominam, na osobności miałas mówic do mnie po imieniu- rzekł z lekkim uśmiechem (uśmiechem? o kurcze to jest Snape? - od.Aut)
- Severusie - powrózyła jego imie - masz bardzo ładne imie.
- Dziękuję, ale o słodzeniu nic nie móiwłem i tak ci nie podwyższe oceny z wypracowania - udał swój złośliwy ton z nutka szczerego rozbawienia, w końcu żartował, a i tak oceny podnieść jej sie juz nie dało.
- Po pierwsze, pan myśli, że ja w tym stanie myśle o ocenach? Nie no, to sie akurat zmieniło. Po drugie, nie zauwazyłam, żeby był jakis wyższy stopień od W - powiedziała tonem Wiem-To-Wszystko i się roześmiała. Snepe słysząc jej piękny śmiech nie miał wyjście, sam sie roześmiał (co?? Zaraz zaraz, nie pomyliły mi sie bajki??? ;DD- od.Aut)
- No dobra, miło było, ale się skończyło, wypij te eliksiry - kiwnał głowa na eliksiry na stoliku i wyszedł nawet na nia nie spojrzawszy.
- On ma naprawde chumorki jak baba w ciązy - mrukneła do siebie, wypiła eliksiry i znów zapadła w głęboki, spokojny sen.
Rano wpadli do niej Ginny, Ron i Harry.
- Czy my zawsze musimy cię gdzieś tak odwiedzać bo cos ci sie stanie? - wyskoczył z pretensjami Ron, na co jego siostra go szturchneła.
- Cała szkoła mówi co sie stało.... nie martw się. - powiedziała cicho Harry.
- My z Harrym wpadliśmy tylko na chwile bo spadamy na lekcje - rzekł Ron i razem z Harrym wybiegli.
- Ja mam wolną - powiedziała Ginny - Snape ich wyrzucił, słyszałam jak rozmawiał z Dumbledore'm i prosił, żeby mówił ludziom, że to z jego polecienie - szepneła podniecona.
- No i co z tego wynika? - zapytała satrastycznie Hermiona.
- A to, ze on dalej sie w tobie kocha - odpowiedziała jej nie zwracając uwagi na ton.
- I ty myslisz, że ja sie tego nie domyślam?? Tyle, że chce, żeby to on mi to wprost powiedział.
- Wiesz, że to łatwe nie będzie.
- Taaaa... niestety... nie obraź się, ale ja mam duzo spać i jeśli nie chcesz mi czegoś jeszcze powiedzieć to sie prześpie - rzekła brązowowłosa.
- Nieeee, juz wszystko, dobranoc i wracaj szybko do zdrowia - odparła jej przyjaciółka.
- Dzięki - szepnęła już zasypiająca Hermiona. Szkoda tylko, że zpomniała wziąć eliksiru, po którym nie ma się snów.
Szła korytarzem, wiedziała co zaraz się stanie... taaaak, w śnie wiedziała, ze coś się stanie, ale nie dalej było cicho.... przeciez to tu powinni ją złapać. Zobaczyła komórke, weszła do niej i to zobaczyła. Z boku wyglądało to jeszcze gorzej. Gwałcący ja Malfoy, później Zabini, goryle. Nie mogła się obudzić... Wiedziała, że to sen, ale nie mogła. Oglągając ta scene przypominała sobie dokładnie jak sie wtedy czuła, sama zaczeła plakać i krzyczeć.
- Poooooooooooomocy, nieeeeeeee, błagam nie róbcie mi tego!!!!!
Nagle ktos złapał ja za ramiona i mocno potrząsnął.
- Hermiona! Obudź się, musisz sie obudzić!! - nakazywał ostro jej ukochny głos. Dziewczyna z trudem otworzyła oczy i na niego spojrzała, nie zgawała sobie sprawy, że z oczu nadal ciekna jej łzy.
- Dziękuję....
- Za?? Pamiętaj następnym razem o eliksirze - rzekł chłodno Severus Snape.
- Za to, ze mnie obudziłeś i że w ogóle przyszedłeś - szepneła dalej płacząc.
- Musiałem sprawdzić jak sie czujesz - rzucił jej chusteczke - wytrzyj oczy.
- Mimo to i tak dziekuję - wycierała oczy, puki nie były suche, co troche jej zajeło.
- Teraz wypij eliksir i spij spokojnie - podał jej eliksir i wyszedł, jak zwykle nawet nie nie oglądając. Dziewczynie pozostało jedynie wypic eliksir i zasnąć, tym razem bez żadnych koszmarów
Hermiona spędziła w skrzydle szpitalnym kilka dni. Dziwiło ją, ze codziennie przychodził Severus Snape. Dziewczyna w końcu nie mogła powstrzymac tego pytania. Kiedy Snape siedziała koło niej i jak zwykle na nią patrzył, kiedy ona udawała, że spi, powiedziała:
Czemu pan tu ciągle przychodzi?
Skąd wiesz?
Nie śpię, tylko udaje, a pan ciągle na mnie patrzy.
Mogłem cię wtedy odprowadzić do dormitorium, to moja wina - co? Snape żałujący? Współczujący? To nie możliwe. Myślała dziewczyna.(Aut. Taaaa, pewnie znów mi się coś pomyliło)
Severusie – powiedziała dziewczyna łagodnie- nie mogłeś nic zrobić, nie wiedziałeś, że będą chcieli... - nie mogła wykrztusić tego słowa.
Mogłem się tego po nich spodziewać, Hermiona, wybacz mi...
Dlaczego jesteś taki... miły? - zapytała zdezorientowana dziewczyna.
Dumbledore kazał mi wypić veritaseum.... muszę mówic prawde – powiedział cicho. Gryfonka postanowiła to wykorzystać.
Kochasz mnie? - zapytała cicho.
Wiedziałem, ze o to zapytasz.... tak, kocham cię – odrzekł.
To czemu ze mną zerwałeś?
Nie możemy być razem, przepraszam, może kiedyś, jesteś moja uczennicą... mogłabyś mieć kłopoty... a do tego gdyby Czarny Pan się dowiedział...
Severusie, nie dowie się, ja cię kocham.
Kochasz?
Tak, z całego serca i nigdy nie przestane, choćby nie wiem co by się stało.
Ale dlaczego, przeciez jestem nikim. Mam okropny wygląd, jestem okropny z charakteru, mam okropna przeszłość. To... Nie potrafie w to uwierzyć...
Boisz się że się z ciebie nabijam...
Nie boje się ciebie, jesteś nikim!!! - krzyknął gdy tylko poczuł, że eliksir przestał działać. Dziewczyna nie wiedząc jednak o tym rozpłakała się. Mężczyzna patrzył na nią bez emocji chociaż tak naprawdę pragnął ją przeprosić. Wiedział o tym, że na początku udawała... chciał jej pokazać jak się poczuł, ale w drugą stronę – Nie kocham pani, panno Granger, jest pani tylko nic nie wartą szlamą, która uważa, że może mieć każdego- spojrzał na nią z obrzydzeniem i wyszedł. Hermi nie mogła tego wytrzymać, kochała tego dupka!! Nie chciała bez niego żyć. Zaczęła intensywnie nad czymś myśleć, nagle jakby doznała olśnienia krzykneła:
Eureka!!! - wyciągnęła różdżke i wyczarowała sobie ostry nóż. Wzięła go w prawą ręke, a rękaw koszuli z lewej podciągneła wysoko. Zamkneła na chwile oczy, ochłonęła i postanowiła. Bez niego zyc nie będzie. Pierwsze cięcie było delikatne, jednak kiedy przekonała się, że to wcale nie boli tak, jak myślała zaczęła ciąć mocniej. Krew lała się z jej ręki na ziemię, Gryfonka cięła całą ręke z taką pasją jak jej ukochany składniki do eliksirów. Jednak doskonale wiedziała, że jeśli tak to zostawi to nie zdąży się wykrwawić bo ktoś ją zauważy. Nie myśląc podniosła nóż i wbiła go sobie w serce mówiąc przy tym:
Życie jest bez sensu, ja nie powinnam się urodzić – tuż po tych słowach upadła bez zmysłów na ziemie
Severus Snape patrolował korytarze, jego kary były okrutne nawet jak na niego. Kiedy jednego Puchona zauwazył na korytarzu pięc minut po ciszy nocnej odjął jego domowi 200 punktów i dał miesięczny szlaban. Całujące się pary traktował jeszcze gorzej. Nawet inni nauczyciele się go bali. Kiedy około godziny 00.00 skończył swoją zmiane postanowił iść do Skrzydła Szpitalnego. Lubił patrzeć na śpiącą Hermione. Zwłaszcza wtedy kiedy wymawiała przez sen jego imię. Kiedy wszedł do Skrzydła szpitalnego poczuł, że coś jest nie tak. Zapalił różdżke i jego oczom ukazała się martwa Hermiona. Podbiegł do niej, sprawdzał puls, i gorzko zapłakał, zdając sobie sprawe, że kobieta która kocha nie zyje i to właśnie przez niego. Wyjął z jej piersi nóz i na niego spojrzał. Pewnie uznacie to za dziwne, ale Severus uwielbiał mugolski dramat „Romeo i Julia” zauważył komizm sytuacji. Oto Severus Snape, naczelny postrach Hogwartu stał się pięknym Romeem. Postanowił postąpić tak jak on. Zabić się. Żałował tylko, że nie ma przy sobie jakiejś trucizny. Wtedy umarłby tak samo jak Romeo. No, nie tak samo... Jego Julia naprawdę nie zyła. Myśląc o Hermionie wbił sobie jej nóz w serce, tak samo jak ona. Stał tak chwile, póki jedo serce nie wydało ostatnich odgłosów i wtedy upadł prosto na Hermione.
Kiedy rano pani Pomfery przyszła z lekarstwami dla Hermiony krzykneła z przerażenia.
Nikt nigdy nie poznał przyczyn smierci tej pary, chociaż dwie osoby się tego domyślały. Pierwszą z nich była najlepsza przyjaciółka Hermiony, Ginny Weasley, a druga dyrektor szkoły Albus Dumbledore.
Pochowano ich razem w zakazanym lesie.
Teraz w swiecie mugoli czytana jest historia Romea i Julii, a w swiecie czarodziejów historia Severusa i Hermiony.
Nic złego, nic dobrego... Średnie, nie wciągnęło mnie za bardzo.
Pierwszym wrażeniem było: OMG. Zwarta i lita kupa tekstu. Winą jest też forum, bo nie można robić wcięć, choć zrobienie 2 enterów też nie boli.
Ortografia na kiepskim poziomie. Liczne literówki, błędy w nazwach, np "śmierciorzecy", które rzuciło mi się w oczy podczas przewijania teraz tekstu.
A akcja? Zdarzenie zdarzenie pogania, skacząc sobie po łbach. Pędzi do przodu jakby nie miało hamulców. Może i dzobrze, bo dzięki temu doczytałem do końca. Dialogi czasem sztywne, brak też dokładniejszych opisów, przemyśleń bohaterów. Ogólnie średnio na jeża z tą akcją, niezbyt mi sie spodobał tekst i pomysł.
Ogólna ocena: 5/10, czyli, powtórze się, średnio na jeża.
Nieprofesjonalna i beznadziejna recenzja by Wielki Syrek Danio, znaczy się Syriusz Black.
_________________ SYRIUSZ BLACK
Powstały z Umarłych
Pierwsze Prawo Magii: Ludzie są głupi: niemal we wszystko uwierzą, bo chcą, żeby to była prawda, lub dlatego, że się obawiają, iż może to być prawda.
Wyszło by to lepiej jakbyś zmienił fabułę całej akcji...Mi np nie podoba się inicjatywa opowiadania o relacjach Snape-Hermiona...ale gratulacje, że spróbowałeś. To się liczy!
Eee, tak szczerze, to widywałam lepsze.
W sumie takie sobie. Jak już wspomniał Syriusz: zwarta i lita kupa tekstu; dość trudno się czytało. Było dużo błędów: literówki, ortografia, interpunkcja. Jakaś beta by się przydała.
Zakończenie nijakie. No bo co? Hermiona się zabija, Severus też i co? Oschle, bez polotu, nieciekawie.
Jak poćwiczysz - będzie lepiej (wiem z doświadczenia )
Ocena? 4/10.
_________________ “Nadzieja to ze złota kwiat:
On nigdy nie przekwita.
Dziś waszych żyć zerwana nić
Na płatku jest wyszyta.
Tak wasza miłość, wasze łzy,
Tęsknoty i pragnienia,
Dadzą nam, starym, życia sens
I przyszłe pokolenia.”
Nie zgapiam! Pomyślałam, że skoro Syriusz tak napisał, to tak się ocenia. Ale jeśli Moderatorzy chcą inaczej, to usunę
_________________ “Nadzieja to ze złota kwiat:
On nigdy nie przekwita.
Dziś waszych żyć zerwana nić
Na płatku jest wyszyta.
Tak wasza miłość, wasze łzy,
Tęsknoty i pragnienia,
Dadzą nam, starym, życia sens
I przyszłe pokolenia.”
Nie, spoko Syriusz jest Moderatorem, ja jestem panią szanownym Adminem, spokojnie, Admin nie ma nic przeciwko, Moderator znów jest ruski i w ogóle trochę krzywy, więc sobie wymyślił taki sposób oceniania Merlinowi dzięki, że go nie ma...
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Możesz ściągać załączniki na tym forum